Witaj! Zaloguj się, a jeśli nie jesteś jeszcze naszym klientem, zarejestruj się.
Szukaj
Twój koszyk jest pusty  |  Zaloguj się  |  Pomoc
Zaczytani.pl -> Literatura obyczajowa -> M+P=LOVE — Anna Barczyk-Mews
M+P=LOVE — Anna Barczyk-Mews

M+P=LOVE

Cena: 31,99 zł 27,19 zł
Wysyłamy w 1-3 dni
Książki dostarcza firma DHL Express
Czas oczekiwania na paczkę

Opis i recenzje

Nie dowiesz się, co miłość może zmienić w twoim życiu, jeśli nie dasz jej szansy.

Marta, architektka wnętrz, to młoda kobieta z przytłaczającym bagażem doświadczeń. Przez lata bita i poniżana przez męża, dopiero po jego śmierci zaczyna odzyskiwać wewnętrzny spokój. Gdy pewnego dnia poznaje Piotra, przystojnego lekarza, na nowo budzi się w niej nadzieja na to, że mogłaby być szczęśliwa z mężczyzną. On również czuje, że Marta jest wyjątkową osobą, z którą chciałby spędzić resztę życia… Ale nie zawsze miłość jest tak prosta, jak byśmy tego chcieli. Niezaleczone traumy, powracające wątpliwości i strach, który nie pozwala zaufać sprawiają, że relacja Marty i Piotra pełna jest bolesnych momentów. Czy wystarczy im sił, by na dobre przepędzić koszmary przeszłości?

Moje oczy płoną, gdy patrzę w Twoim kierunku, serce się wyrywa tylko po to, byś je złapał i położył na nim dłoń, słuchając, jak bije dla Ciebie i razem z Tobą. Gdy jesteś blisko, nie mogę się skupić w oczekiwaniu na Twój dotyk, spojrzenie, pocałunek. Gdy się oddalasz, każda najmniejsza nawet myśl mknie ku Tobie i bezgłośnie prosi, byś wrócił. Godzina bez Ciebie jest męką, cały dzień i noc cała jest jak wieczność bez powietrza. Gdy nie ma Cię tuż obok, czuję, że tracę grunt pod nogami. Gdy jesteś blisko, nic nie jest lepiej. Unoszę się nad ziemią dwa metry, może trzy i czekam, aż pociągniesz sznureczek i przyciągniesz mnie do siebie. Moje miejsce jest tam, gdzie Ty jesteś, wszędzie indziej niewygodnie i obco. M.

Anna Barczyk-Mews – z wykształcenia socjolog, z pasji rękodzielnik. Pracuje w ośrodku pomocy społecznej, choć uważa, że odnalazłaby się także w badaniach naukowych. Jest niepoprawną optymistką, twierdzącą, że dobro wraca. Emanuje pozytywną energią, którą zaraża innych poprzez zaangażowanie w pomoc dzieciom. Prowadzi na Instagramie profil @dom_na_przedmiesciach, w którym przedstawia swoją codzienność. Za swój sukces uważa sesję fotograficzną do miesięcznika „Moje Mieszkanie". Jest mężatką i nie-mamą 12-letniego goldena Argosa pewną tego, że ze swoim czworonożnym przyjacielem rozumieją się bez słów.
M+P=LOVE jest jej debiutem literackim.

Szczegóły

  • Rodzaj literatury: Literatura obyczajowa
  • Wydawca: Novae Res, 2020
  • Format: 121x195, skrzydełka
  • Wydanie: Pierwsze
  • Liczba stron: 282
  • ISBN: 978-83-8219-076-2

Recenzje czytelników

Średnia ocena: 
 z 14 recenzji.Dodaj własną recenzję

  Paulina Radziszewska  (17.12.2020)
Debiut p. A. Barczyk-Mews ma bardzo ciekawy tytuł „M+P=LOVE”. Wiecie dlaczego mnie zaintrygował ? Bo to moje i mojego męża inicjały. Nie było więc możliwości żebym nie sięgnęła po tą pozycję.

M+P=LOVE to książka obyczajowa, ale z tych trudniejszych. Opowiada o losach kobiety, która nie miała łatwego życia, która przez długi okres czasu była ofiarą swojego męża, a która obecnie nie jest w stanie otworzyć się na nowe. A szkoda, bo świat może nam naprawdę dużo zaoferować.

Przypadkowe zdarzenie, przypadkowe spotkanie, nie taki przypadkowy mężczyzna. Piotr jest lekarzem i ratuje naszą damę z opresji. Mimo, że Piotr jest wspaniałym człowiekiem, a między nimi pojawia się wzajemne przyciąganie, Martę dręczą demony przeszłości.

Dawne wydarzenia sprawiają, że przyszłość stoi pod znakiem zapytania. Czy tak ciężko jest o nich zapomnieć, nawet jeśli wiemy, że ta druga osoba jest warta ryzyka?

Tak jak wspomniałam, na początku przyciągną mnie tytuł. Treść mnie zauroczyła. Byłam ciekawa rozwoju akcji i skrycie trzymałam kciuki za pojawiającą się miłość. Tym bardziej, że ta para naprawdę do siebie pasowała.

Jak rozwinie się relacja Marty i Piotra? Dalsze losy poznamy w kolejnej części. Mam nadzieję, że będzie równie piękna i emocjonalna jak jej poprzedniczka.


  Paulina Lulek  (18.12.2020)
Jesień to taka pora roku, która poniekąd w czytelnictwie ma wszelkie chwyty dozwolone. Stąd może w tym okresie czytam niesamowicie dużo obyczajówek, które sprawiają mi tyle radości, że to „głowa mała”! Oczywiście w takich książkach obowiązkowo musi być miłość, związek czy walka o uczucia, bo bez tego ani rusz – taki mój jesienny konik.

Marta to kobieta, która przeszła przez piekło. Maltretowana przez zmarłego męża, przeżyła coś czego nie umiem określić słowami. I już tutaj powinno się pojawić pytanie: czemu od niego nie odeszła? Odpowiedź jest bardzo prosta - kobieta, która doznaje przemocy jest niczym uwięziona. Albo uda się jej pomóc, albo faktycznie uda jej się odejść od swojego kata (procent takich odejść jest tak mały, że aż serce się kraje), albo doczeka aż gość po prostu kopnie w kalendarz. Tak też właśnie się stało w przypadku naszej bohaterki.

To co najważniejsze to fakt, że Autorka porusza trudną kwestię jaką jest przemoc w związku. Jak wspomniałam wyżej odłam kobiet, które umieją się uwolnić jest nie wielki, a damscy bokserzy znajdują sobie kolejną ofiarę (i często gęsto nie zostają nawet ukarani). Kiedy na drodze Marty pojawia się Piotr, wiadomo uczucie aż iskrzy. Jednak oboje są po przejściach, dodatkowo Piotr jest samotnym ojcem, więc czy kobieta da im szansę na to by zbudować niepowtarzalną relację?

Uwielbiam takie powieści, kiedy fabuła sobie płynie niczym rzeka w moich ukochanych przygodowych grach, kiedy Autor umie pokazać, że świat i emocje nie zawsze są cukierkowe, a zło wychyla łeb przy każdej możliwej okazji. Nie ma co ukrywać, że powieść ma swoje promienie słoneczka, ale ma również namacalny strach, obawę, która niemalże paraliżuje. I to w jaki sposób napisała to pani Anna jest naprawdę świetny. Nie lada wyzwaniem, któremu pani Barczyk-Mews sprostała było rozchwianie naszej Marty. Wiadomą sprawą jest, że osoba jej pokroju nie będzie umiała sobie pozwolić na spontaniczność i pewność siebie, na świadomość, że jej decyzje są dobre. Emocjonalny ambaras chyba to jest dobre określenie Marty, a takie bohaterki niby nie rzadko się trafiają, ale nasza jest jednak inna, prawdziwsza.

Mogę powiedzieć tylko jedno: czekam na kontynuację! To nie może się tak zakończyć, ale wiem, że przerwanie powieści w takim momencie to zabieg z premedytacją, Autorka będzie miała pewność, że Ci co dopingują bohaterom (tak mocno jak ja!), na pewno wrócą, by ich wspierać.


  Natalia Śpica  (12.01.2021)
Cytując M. Pruszkowską "Są książki, które się czyta. Są książki, które się pochłania. Są książki, które pochłaniają czytającego." I ta książka właśnie taka jest. Kompletnie nieprzewidywalna. Wydaje się, że nad głównymi bohaterami w końcu zaświeci słońce, odwraca się kartkę i w jednej chwili to szczęście które nam się udzieliło posypie się jak domek z kart.
Pochłania się ją jednym tchem. Mało tego myślę, że byłby to świetny scenariusz na film. Gorąco polecam.


  Beata Chylewska  (13.01.2021)
Pięknie napisana niestety bardzo życiowa historia. Autorka pokazuje jak demony przeszłości wpływają na teraźniejszość. Ogromną wartością jest dla mnie dobór okładki, jakie to prawdziwe - z zewnątrz pięknie, idealne a gdy otwierasz drzwi widzisz, że to wszystko to tylko pozory. Wspaniały pomysł. Dziękuję pani Annie Barczyk-Mews za zdania, które już zawsze będę pamiętała - "Gdy ktoś oddaje ci serce, bierzesz odpowiedzialność za jego życie". Takich perełek jest więcej. Jestem niepocieszona, że nie ma drugiej części, czekam na dalsze losy Marty i Piotra i trzymam za nich kciuki. Musi się udać. Pani Ania kończy kolejną powieść, trzymam kciuki za kolejną udaną pozycję. Dziękuję za tę historię i za piękną dedykację od Autorki.


  Anna Kaczor  (19.01.2021)
Marta przeszła w swoim życiu naprawdę dużo. Bita, poniżana przez męża, mężczyznę, który miał być jej oparciem, jej obrońcą. Tak naprawdę moment, w którym zginął był dla niej wybawieniem, początkiem nowego życia, w którym zamiast strachu jest radość, zamiast smutku – uśmiech. Jednak zapomnienie przeszłości nie jest łatwe. Jednak po, mimo że udało jej odnieść sukces w zawodzie i pracuje we własnej firmie, mimo że może liczyć na wsparcie babci, że ma znajomych, tak naprawdę boi się zaufać, boi się, że będzie tak jak wcześniej. Kiedy poznaje Piotra, chce spróbować, a jednocześnie nie jest pewna czy to dobry pomysł, czy warto zaryzykować poukładany świat, aby wpuścić go do serca, kochać i pozwolić być kochaną. Czy zaryzykuje? Czy pozwoli sobie na szczęście z mężczyzną? Czy Piotr okaże się wart ryzyka? Czy przeszłość pozwoli o sobie zapomnieć?...
Cała recenzja na moim blogu - https://anka8661.blogspot.com/2021/01/wydawnictwo-novae-res-ksiazka-pt-m-p.html


  Anna Pierwocha  (15.02.2021)
Ania Barczyk- Mews
M+P=LOVE
Wydawnictwo @novaeres

Kochani chciałabym Wam dzisiaj przedstawić debiut Ani Barczyk-Mews M+P=LOVE. Przepiękna książka o sile miłości, o dramatycznych przeżyciach z przeszłości. Wczoraj na Facebooku wydawnictwa padło pytanie czy podczas czytania książki było słodko, słono a może gorzko? Jak dla mnie porównując książkę do smaku były te trzy smaki.
Autorka opowiada historię Marty i Piotra. Marta, wdowa, kobieta z przeszłością wobec której stosowana była przemoc domowa. Piotr, przystojny lekarz - współczesny rycerz na białym koniu.
Czy dramatyczne przeżycia z przeszłości pozwolą naszej bohaterce na nowo uwierzyć w miłość? Czy miłość Piotra uleczy złamane serce Marty tego dowiecie się z książki. Polecam. Naprawdę warto.
Owszem, nie jest to kolejna banalna historia miłosna gdzie biedna dziewczyna poznaje milionera vel księcia z bajki. Jest to historia o życiu. A życie , jak wiemy może mieć różny smak. Czasami słodki czasami gorzki. Aniu gratuluję kochana. Wydawnictwu gratuluję doboru autorów i czekam z niecierpliwością na kontynuację.


  Edyta świć  (19.02.2021)
Temat przemocy domowej to niestety nadal temat wstydliwy. Nie tylko dla ofiary ale również jej rodziny, która nierzadko zdaje się "nie słyszeć" i "nie widzieć". Tak było w przypadku młodej architekt, Marty.Piękna, wykształcona i maltretowana przez męża. Nie tylko psychicznie ale fizycznie. Bez wsparcia, przyjaciół i pomocy. Kiedy udaje jej się wyrwać z tego koszmaru, skupia się na swoich pasjach i rozwijaniu firmy. O miłości już nie marzy. Dopóki na jej drodze nie pojawi się przystojny lekarz - rozwodnik. Małymi kroczkami udaje mu się "oswoić" Martę i sprawić, by znowu uwierzyła w miłość. Niestety, tej dwójce chyba nie jest pisana wspólna przyszłość - do Marty wracają demony przeszłości a cały koszmar zaczyna się od nowa.
Bardzo zaciekawiła mnie ta historia - czekam z niecierpliwością na kolejny tom.


  Joanna Natańska  (5.01.2022)
"Nie chciała się przywiązać, bo panicznie bała się samotności."

Marta i Piotr poznają się w dość niecodziennej sytuacji. Szybko znajdują wspólny język i jednocześnie coś zaczyna między nimi iskrzyć. Otwarty na nową znajomość Piotr musi zmagać się nie tylko ze swoim dawnym życiem, ale także z trudną przeszłością Marty. Kobieta nadal nie zamknęła za sobą tego etapu życia, przez co wszystko odbiera bardzo osobiście, wyolbrzymiając każdy napotkany na swojej drodze problem, a brak właściwej komunikacji rodzi ciągłe nieporozumienia. Czy pokonają wewnętrzne blokady i dadzą ponieść się uczuciu?

Muszę przyznać, że od razu po lekturze miałam spory dylemat. W trakcie czytania targały mną sprzeczne emocje. Od współczucia po totalną irytację zachowaniem głównej bohaterki. Na szczęście tych pozytywnych odczuć było więcej. Mimo to dałam sobie czas na przemyślenie pewnych aspektów. Teraz z chłodną głową jestem w stanie więcej rzeczy zrozumieć. Z perspektywy zwykłego, niezamieszanego w sprawę obserwatora wiele sytuacji wydaje się lekko oderwanych od rzeczywistości. Po kolejnych huśtawkach nastrojów i nagłych zmianach decyzji głównej bohaterki ma się jedynie ochotę nią porządnie potrząsnąć. Z drugiej strony trzeba wziąć pod uwagę mnogość ciężkich życiowych doświadczeń, które warunkują obecną sytuację. Każdy człowiek może inaczej reagować na stres. To co dla jednego jest przeciwnością jedną z wielu, dla drugiego może być problemem nie do przeskoczenia. A trzeba przyznać, że traumy Marty nie należą do błahych. Długotrwałe krzywdy odcisnęły głębokie piętno, którego nie przepracowała i z każdym rokiem pogłębia się bardziej.
Z drugiej strony mamy Piotra, mężczyznę przystojnego, który nigdy nie miał problemów ze zdobywaniem kobiet. To raczej one rywalizowały i zabiegały o niego. Po nieudanym małżeństwie przewartościował swoje priorytety i osobiste potrzeby. Jest w takim momencie życia, w którym potrzebuje stałości i prawdziwego uczucia. Przelotne związki nie wchodzą już w grę. Bardzo imponowało mi jego zabieganie o kobietę i to jak się o nią troszczy, ale czasem miałam wrażenie, że jest aż zanadto idealny. Moja cierpliwość była chwilami nadwyrężona, a on uparcie trwał przy swoim.

Podsumowując jest to historia oparta przede wszystkim na trudnych emocjach, walce z demonami przeszłości. Trzonem jest wątek romantyczny z szerokim tłem obyczajowym. Mimo tego, że jest rodzące się uczucie, są sceny seksu, to nie jest to przesłodzone, a uwaga skupia się głównie na psychice bohaterów i ich wewnętrznej walce. Należy więc odpowiednio się nastawić i nie sugerować dość lekkim tytułem. Ja podeszłam do niej zupełnie neutralnie i pomijając małe zgrzyty jestem jak najbardziej na tak. Mało tego, teraz z chęcią poznałabym ciąg dalszy.


  Barbara Radzikowska  (13.12.2020)
Niedawno skończyłam powieść "M+P=Love".

To historia miłości dwojga ludzi Marty i Piotra. Para poznaje się przez przypadek, w momencie gdy kobieta potrzebuje pomocy lekarskiej. Tak się składa, że mężczyzna jest lekarzem i oferuje kobiecie pomoc. Między bohaterami rodzi się uczucie.
Niestety Marta nie wierzy w miłość, ani w to, że może być z Piotrem szczęśliwa. W przeszłości była bita, krzywdzona i poniżana przez swojego męża.
Zła przeszłość ciągle ma na nią wpływ. Kobieta jest nieufna, boi się uwierzyć w miłość. Ich relacja jest bardzo trudna. Piotr również jest po rozwodzie, ma synka, ale bardzo chce być z Martą, opiekować się nią i zapewnić bezpieczeństwo.

Czy Marta mu zaufa? Czy czeka ich piękna, wspólna przyszłość?

"M+P=Love" to ciekawie napisana książka o relacjach międzyludzkich.

Piotr walczy o Martę. Gdy ona wątpi w ich związek i oddała się, on robi wszystko by byli razem. Jest silnym, ustabilizowanym emocjonalnie mężczyzną, który czuje, że Marta jest kobietą jego życia.

Autorka pokazuje jak bardzo traumatyczne relacje damsko-męskie, wpływają na kolejne związki. Nie pozwalają zapomnieć o bólu i strachu z przeszłości. Tylko, że miłości zawsze trzeba dać szansę. Odważyć się, wyjść jej naprzeciw. Wtedy wszystko może się zmienić na lepsze.

Powieść Anny Barczyk-Mews to bardzo udany debiut literacki. Jest to pierwsza część serii. Mam nadzieję, że kontynuacja losów bohaterów będzie równie udana.

Polecam serdecznie


  Karolina Krzeszowska  (29.12.2020)
Ta książka była... Hm.. Na początku denerwowała mnie Marta, główna bohaterka. Jej wahania nastrojów... Tłumaczyła ją jej przeszłość (bita, poniżana przez męża), ale miałam dość, że miesza komuś w głowie a sama zachowuje się jak dziecko, którym ciągle trzeba się zajmować i zapewniać o swej miłości, oddaniu, i w ogóle lukrować i słodzić cukrem i wszystkim. A potem.... Pokochałam tę historię.. Trzymałam mocno kciuki za Martę i Piotra. Za ich miłość, za ich szczęście. Za ich przeszłość. Nie mieli łatwo. Ciągle coś utrudniało im relację. A to zakończenie..


  Aneta Binkowska  (30.12.2020)
"Nie dowiesz się, co miłość może zmienić w twoim życiu, jeśli nie dasz jej szansy..."

A dziś recenzja książki Anny Barczyk-Mews pt. "M+P=Love".

Historię czyta się bardzo szybko już od pierwszych stron. Poznajemy w niej młodą Martę, która jest architektką i ma za sobą ogromny bagaż doświadczeń.

Dziewczyna nie ma zaufania do nowo poznanych osób, boi się nawiązać jakąkolwiek inną relację z mężczyzną, ponieważ za każdym razem myśli, że skończy się to tak jak w jej małżeństwie.

Marta przez lata była bita przez swojego byłego męża, dopiero po jego śmierci zaczyna wychodzić trochę na prostą...

Piotr - lekarz, po rozwodzie samotnie wychowuje swojego synka Adasia. Kiedy na swojej drodze spotyka Martę... wie, że kobieta jest wyjątkowa i czuje, że to na nią czekał całe życie.

Niestety ich relacja nie należy do łatwych. Marta cały czas boi się zaangażować. Uważa, że Piotr będzie taki sam jak jej były mąż; ciągle się boi i ucieka przed miłością...

Może czasami warto zaufać tej drugiej osobie i dać sobie szansę na miłość?

Żałuję tego, że książka się skończyła i muszę teraz czekać na drugą część:D Mam nadzieję, że autorka się pośpieszy z pisaniem :P

"Gdy ktoś oddaje Ci serce, bierzesz odpowiedzialność za jego życie..."

Z tymi pięknymi słowami Was zostawiam i życzę Wam dobrego dnia:)


  Ewelina evela_reads  (11.01.2021)
Zacznę od tego, że historia w tej książce dzieje się pioronująco szybko. Dla mnie troszkę za szybko. W tej historii poznajemy Martę - architetkę wnętrz. Jest ona młodą kobietą z niezbyt dobrymi wspomieniami z życia, ponieważ była ona w związku małżeńskim z mężczyzną, który ją szkalował, bił, poniżał. Dopiero po jego śmierci, jako wdowa zaczeła oddychać i poczuła ulgę pewnego rodzaju. Jednakże został jej uraz i Marta boi się zaufać nowo poznanym, ciężko jej nawiązać relację z ludźmi, a najbardziej z mężczyzną, ponieważ nie chce, aby od nowa przeżywała to co działo się w jej małżeństwie. Poznaję Piotra - lekarza, który jest rozwodnikiem. Sam wychowuje synka Adasia. W kobiecie budzi się nadzieja, że z nim mogłaby być szczęśliwa. On również odwzajemnia tę odczucia. Czuję, że Marta jest wyjątkowa i, że to na nią czekał od zawsze, że jest mu pisana. Natomiast ta relacja jest skomplikowana. Przez traumy Marty, która boi się wejść na głęboką wodę, zaangażować się, ucieka przed miłością przez poprzednie małżeństwo. Czy da Piotrowi szansę? Czy będą szczęśliwi? Książka jest prze świetna! Mogłabym ją czytać i czytać. Czekam na kolejną część. Polecam z całego serca.


  Królewskie Recenzje  (28.01.2021)
Okładka M + P = Love sugeruje że to będzie słodka, lekka powieść o miłości. Autorka ukazała tutaj tą ciężką stronę życia, wyjątkowo okrutną i niesprawiedliwą. Historia jednak w odbiorze nie jest taka trudna, bo wplecione zostały w nią wątki miłosne i dużo czułości. Powieść została świetnie napisana, emocje i uczucia były prawdziwe, wszystko tworzyło spójną całość, jednak były też elementy, które doprowadzały mnie do szału - opór Marty w dostrzeżeniu uczuć Piotra i zdrabnianie ich imion. Strasznie mnie irytowało, że dorośli ludzie zwracali się do siebie nawzajem jak do dzieci. Wyglądało to nienaturalnie. Jednak pomimo tych minusów, powieść czytało mi się całkiem przyjemnie, a zakończenie tylko zaostrzyło mój apetyt na poznanie dalszych losów.


  Anna In  (19.08.2022)
Zachęcona pozytywnymi opiniami oraz informacjami o autorce (socjolożka, która mogłaby prowadzić badania naukowe) sięgnęłam po tę pozycję. Rozczarowałam się ogromnie! Język zupełnie prosty, wręcz niestaranny! Nagminne stosowanie „gdy” oraz „był” aż raziło mi w oczy! Utarte, niewyszukane, proste porównania.

Sceny erotyczne dla mnie straciły smak, tzn. ze zmysłowości przeszły w śmieszność, gdy w trakcie lektury trafiłam na słowa: „tułów”, „pupa”, „guziczek”, „szpagat”, „atakować”. Wypowiedzi, które sprawiały, że się śmiałam lub krzywiłam z obrzydzenia, to: „Torturuje moją brodawkę” (s. 215), „Odpinam pasek jego spodni, następnie je opuszczam razem z bokserkami. Moim oczom ukazuje się jego wielka, naprężona męskość” (s. 217), „Powoli zaczyna mnie atakować swoim wielkim przyrodzeniem” (s. 217). „Mówię z pełnymi ustami, a twarożek spada mi na koszulkę i zatrzymuje się między piersiami. Piotr dopada do mnie szybko niczym pantera i językiem stara się wyjąć twarożek” (s. 214). „Ciężko mi zapanować nad sobą i przy okazji nad rozporkiem, w szkole średniej pewnie by się to skończyło plamą na spodniach” (s. 260).

Sam wątek kobiety, ofiary przemocy domowej jest niezwykle poważny, poruszający. Podczas czytania jednak nie czułam jej bólu, zwątpienia, żadnych uczuć, poza tym, że zostały powiedziane. Użyte słowa wyrażały za mało emocji albo wcale. Trauma u Marty objawiała się przede wszystkim panicznym lękiem przed wejściem w głębszą relację z mężczyzną. Zachowuje się jak dziecko. Na przykład, gdy podczas rozmowy telefonicznej Marta usłyszała w tle imię „Adula”, od razu stwierdziła, że to kochanka Piotra i uciekła do koleżanki. Innym razem mężczyzna napisał dla żartu: „Gdybym Cię miał pod ręką, przełożyłbym Cię przez kolano jak dziecko” (s. 96), a ona odczytała to jako zastraszanie, groźbę i się od niego odgrodziła. Potem Piotr do niej dzwonił z przeprosinami: „Martulka, przepraszam, tak się tylko mówi. Przecież musisz to wiedzieć, że to zwykłe słowa. To taki żart” (s. 96). I tak jest prawie cały czas, on ciągle czuje się winny i za wszystko przeprasza. Jej zachowanie odbierałam jako zbyt przerysowane, wyolbrzymione, nienaturalne, zamiast współczuć bohaterce, śmiałam się ze sposobu kreacji. Bardzo łatwo z powagi wpaść w śmieszność, ze śmieszności w żenadę, gdy nie ma umiaru.

Takie towarzyszyły mi odczucia podczas całej lektury. Czytałam tydzień, bo książkę po wspominanych wypowiedziach odkładałam na bok zirytowana. Jednak stwierdziłam, że muszę dobrnąć do końca. Podobała mi się scena w kuchni z Mikołajem, coś we mnie drgnęło, zanim zaczął pleść swe tekściki podlotka. Fragment na Przemysłowej pochłonęłam z zapartym tchem.

Cały utwór mogłabym podsumować słowem UCIECZKA: przed przeszłością, miłością, mężczyzną, napastnikiem; z uwięzienia, dla dobra dziecka.

Książka jest przewidywalna, prościutka i przyporządkowałabym ją bardziej do romansu z elementami psychologicznymi.

To debiut zbyt wczesny. Autorka ma talent do opowiadania, ale musi jeszcze popracować nad warsztatem pisarskim oraz kreacją świata przedstawionego.

Dodaj własną recenzję
Darmowy transport przy zamówieniu co najmniej 2 książek!
Liczba:  
      Dodaj do koszyka
Zakupy w Zaczytani.pl są bezpieczne.
Ci, którzy kupili tę książkę, kupili również:
Oko Horusa — Jola Czemiel Oko Horusa — Jola Czemiel
Jeszcze nigdy marzenie o nieśmiertelności nie było tak bliskie spełnienia…

Kiedy Hatszepsut, kobieta faraon, zbliża się do kresu życia, pozostawia po sobi...