Witaj! Zaloguj się, a jeśli nie jesteś jeszcze naszym klientem, zarejestruj się.
Szukaj
Twój koszyk jest pusty  |  Zaloguj się  |  Pomoc
Zaczytani.pl -> Literatura obyczajowa -> Zdobywcy oddechu — Przemysław Piotr Kłosowicz
Zdobywcy oddechu — Przemysław Piotr Kłosowicz

Zdobywcy oddechu

Cena: 24,00 zł 20,00 zł
Wysyłamy w 1-3 dni
Książki dostarcza firma DHL Express
Czas oczekiwania na paczkę

Opis i recenzje

Wiktor, chociaż od zawsze chciał być pisarzem, pracuje na wyższej uczelni, opiekuje się dorosłym dzieckiem z zespołem Downa i zmaga się z depresją.

Dwudziestosiedmioletniego Piotra do opuszczenia rodzinnej wsi i zamieszkania w metropolii skłoniła jego odmienność. „Gdybym zdecydował się na coming out, zafundowałbym matce out, ale z tego świata” – stwierdza pewnej niedzieli w autobusie, jadąc z przyjaciółką do kościoła.

Zbigniew ma dwadzieścia pięć lat i poczucie, że jego życie jest jak wyrób czekoladopodobny: „Łamie się jak czekolada, rozpuszcza się jak czekolada, tylko smakuje jak nieosolony popcorn. […] Wyrób życiopodobny”. Od zawsze czuł się gorszy. Dokucza mu poczucie upływającego czasu i mijających wraz z nim widoków na miłość.

„Zdobywcy oddechu” to zapis fragmentów życia i refleksji trzech mieszkańców Krakowa, których łączy coś więcej niż wspólna podróż.

Przemysław Piotr Kłosowicz (ur. 1987) – pochodzi z gminy Jedlicze. Ukończył pedagogikę społeczno–opiekuńczą na Uniwersytecie Jagiellońskim. Mieszka i pracuje w Krakowie. Ma porażenie mózgowe i adoptowanego ze schroniska kota, choć uważa, że ten drugi fakt ma na jego życie większy wpływ. „Zdobywcy oddechu” to jego debiut literacki.

www.instagram.com/przemyslawpiotrklosowicz
www.facebook.com/przemyslawpiotrklosowicz

Szczegóły

  • Rodzaj literatury: Literatura obyczajowa
  • Wydawca: Novae Res, 2016
  • Format: 130x210mm, oprawa miękka ze skrzydełkami
  • Wydanie: Pierwsze
  • Liczba stron: 200
  • ISBN: 978-83-8083-306-7

Recenzje czytelników

Średnia ocena: 
 z 6 recenzji.Dodaj własną recenzję

  Klaudia Nadolna  (17.11.2016)
Przemysław Kłosowicz pochodzi z gminy Jedlicze, obecnie mieszka wraz ze swoim adoptowanym kotem w Krakowie. Ukończył pedagogikę społeczno-opiekuńczą na Uniwersytecie Jagiellońskim. "Zdobywcy oddechu" to jego literacki debiut.

Trzech bohaterów, trzy różne wątki, jedno spojrzenie na świat. Poznajemy Wiktora, niespełnionego pisarza, wykładowcę i ojca. Syn Wiktora jest dorosłym dzieckiem z zespołem Downa, a sam bohater cierpi na depresje. Następnie mamy Piotra, który wciąż szuka swojego ukochanego. Obecnie przeżywa bolesne rozstanie i ucieka ze wsi do dużego miasta. Na koniec przedstawiam losy Zbigniewa, któremu marzy się wielka miłość, choć lat mu nie ubywa, wręcz przeciwnie. Czas pędzi, a on nie może sobie z nim i jego skutkami poradzić. Boi się, że już nigdy w życiu nie zazna prawdziwego uczucia.

Nie jest to typowa książka z ciekawą fabułą, akcją i bohaterami głównymi, którzy wchodzą w różne interakcje z innymi ludźmi. Autor skupia się na Wiktorze, Piotrze i Zbigniewie, to oni są jedynym wątkiem. Poznajemy ich przemyślenia, refleksje na temat życia i jego "uroków". Lektura jest pełna opisów, z reguły tych pesymistycznych, ale w swojej ciężkiej tematyce potrafi rozbawić do łez, niekiedy przytaczając ten czarny humor.

Jest to pozycja, która w pewnym sensie może edukować, przyczynić się do zmiany myślenia czy różnych natręctw. Bohaterowie są pogrążeni w rozpaczy, poszukują jakiegoś słońca, które rozświetli ich czarne życie. Na dialogi można się natknąć tylko cudem, a nawet jeśli to są one nienaturalne, przez co nieschematyczne.

Niestety to ciągle zrzędzenie irytowało mnie w niektórych momentach, ale jeśli miałabym ocenić tą książkę to dałabym jej maksymalną ilość punktów. Dlaczego? Po pierwsze, wyraziści, nieszablonowi bohaterowie. Autor skupił się na rozwinięciu ich portretu psychologicznego, skupiając się na uczuciach. Po drugie, oryginalna forma przedstawienia losów, po trzecie i najważniejsze, znakomita gra słów! Gdybym musiała zaznaczać ciekawe cytaty, przemyślenia, które odznaczają się mądrością życiową czy będące zabawą słowem, to cała książka byłaby w indeksujących zakładkach. Było to tak niesamowite przeżycie, móc w końcu przeczytać coś, co nie opiera się na konkretnej fabule, ale ma za zadanie rozbawić czytelnika, dorzucić mu odrobiny intrygujących fragmentów, które zauważymy dopiero po tym, jak autor nam je wskaże.

Myślę, że Pan Piotr ma lekkie pióro i otwarty umysł, jest wnikliwy i potrafi z niczego stworzyć naprawdę COŚ. Widać, że jest aktywnym obserwatorem życia i dogłębnie poznaje znaczenie wybranych słów, ich synonimy i doskonale dobiera je do wybranych przez siebie sytuacji. Nie jest to typowa literatura, więc skierowana jest do bardziej wymagającego czytelnika, który lubi skupiać się na podłożach psychologicznych. Jedno jest pewne, aby zrozumieć należy dobrze się skupić i wyrzec uprzedzeń.

Jest to opowieść, która ostatecznie podsuwa jakieś wyjście, daje nadzieje i pozwala się nią napawać. I choć wydźwięk tej lektury nie jest pozytywny, to jednak jak spojrzymy na całość, to zauważymy jej przesłanie i sens.


Recenzja znajduje się również na www.zksiazkadolozka.blogspot.com


  Edyta Lis  (5.12.2016)
Autor książki to początkujący pisarz, ponieważ ta książka to jego literacki debiut, opisuje historię trzech mężczyzn, mieszkających w Krakowie, którzy podejmują refleksję na temat swojego życia.

Historie: Wiktora, Piotra i Zbigniewa.
Pierwszy z nich Wiktor uważa, że dzień należy zacząć od oddechu, bo bez tego, nawet kawa może okazać się zbędna.
Człowiek wysoko wykształcony, a jednak uważa, że życie go głęboko doświadczyło, bowiem urodził mu się syn – Grzegorz z zespołem Downa . Wiktor czuje się bardzo pokrzywdzony przez los i wpada w depresję.
Dopiero starsza kobieta w autobusie uświadamia mu, że choroba dziecka to nie jest żadna tragedia. Tragedią jest umierające dziecko, bo to jest coś, z czym rodzic sobie może nie poradzić.

Drugi bohater – Piotr pochodzi ze wsi.
Uciekł od rodziców, ponieważ jest gejem i wstydził się przyznać.
Do Kościoła chodzi tylko towarzysko, choć jako dziecko bardzo lubił chodzić z rodzicami.
I choć mieszka z przyjaciółką Leną, tak naprawdę nic go z nią nie łączy.

Trzeci z mężczyzn to Zbigniew.
Jest zrozpaczony, bo poszukuje miłości. Uważa bowiem że mając 25 lat, czas ucieka mu „przez palce”. Ma zaniżoną samoocenę i wciąż czeka na tę jedyną miłość.

Wszystkie postaci zawarte w tej książce to osoby bardzo nieszczęśliwe, wszyscy jakby razem dzielą swój los.
Wszyscy trzej za swój cel stawiają sobie miłość, kochając swoich bliskich.

Niewielka książeczka, ale podejmująca jakże ważne i aktualne tematy w dzisiejszym, zabieganym świecie.
Nikt przecież z nas nie myśli co będzie jutro, a może czeka nas śmierć? Jak tych trzech facetów w autobusie.
My po prostu nie mamy czasu myśleć o śmierci, bo żyjemy w ciągłym biegu, przecież praca, dom, zakupy, sto innych spraw, a ten temat schodzi na dalszy plan.
Śmierć?- przecież to przytrafia się starcom, ludziom zmęczonym życiem, emerytom.
Może warto choć przez chwilę się zatrzymać i pomyśleć: dokąd tak naprawdę zmierza nasze życie?
Czy tak naprawdę wiemy po co żyjemy?
Życzę miłej lektury i wielu owocnych przeżyć!


  Katarzyna Tuszyńska-Jąkalska  (1.01.2017)
Zdobywcy oddechu to książka, którą chciałam przeczytać, odkąd zaczęła przewijać się o niej wzmianka. Zaintrygowała mnie nie tyle sama okładka, co przede wszystkim jej opis. Wydawało mi się, że to będzie jedna z tych wymagających i refleksyjnych powieści. Jednak, gdy już pojawiła się na rynku wydawniczym, postanowiłam najpierw zapoznać się z jej pierwszymi opiniami, a dopiero potem podjąć decyzję o jej lekturze. Jej oceny były różne, ani pozytywne ani negatywne, ale na pewno mnie zaciekawiły na tyle, że w końcu się na nią zdecydowałam. Czy to był słuszny wybór? Czy wywarła na mnie wrażenie przekazana w niej historia? Czy to udany debiut literacki?

Postanowiłam zacząć od okładki, którą uważam za oryginalną, stonowaną, przyjemną dla oka, interesującą, przyciągającą uwagę oraz zdecydowanie zachęcającą do tego, aby poznać zawartość książki (bynajmniej w moim odczuciu). Poniekąd też jest chłodna, zimowa, refleksyjna i wydaje mi się smutna, a nawet depresyjna (zresztą tak, jak przedstawione w niej opowieści).

Przechodząc do stylu pisania i samej fabuły, to trzeba przyznać, że na pewno książka ma potencjał, a pomysł na nią był jak najbardziej trafiony. Niestety już troszkę gorzej z wykonaniem, a może mi się tylko wydaje i taki w sumie miał być zamysł. Prawdę mówiąc mam mętlik w głowie, a moje odczucia po jej lekturze są niewątpliwie bardzo skrajne. Już sam początek, czyli jakieś pierwsze kilka stron był dla mnie trudny w odbiorze ze względu na krótkie zdania, czasem tak jakby wyrwane z kontekstu. Miałam wrażenie, jakbym czytała zapis pojedynczych myśli, pozbawionych ładu i składu, co zdecydowanie wprowadzało chaos i ciężko się przez nie brnęło. Praktycznie pierwsze kilkadziesiąt stron męczyłam, a przecież liczy ona zaledwie dwieście stron. Nie mogłam się przyzwyczaić do stylu pisania - zresztą bardzo pomieszanego i zastosowanego języka - niby prostego, niebanalnego, wyrazistego, a jednak momentami niezrozumiałego. Dopiero później się nieco do niego przystosowałam i nawet poniekąd wciągnęłam w całą historię i wówczas lepiej szło mi czytanie tej książki.

Bez wątpienia autem tej pozycji są bardzo bezpośrednie, szczere, wyrażane bez owijania w bawełnę, nazywane po imieniu, a chwilami brutalne spostrzeżenia, myśli i konkluzje. Wiele zdań czy wniosków na przeróżne zagadnienia dotyczące wyznania, statusu społecznego, orientacji seksualnej, polityki, seksu, wiary, choroby, macierzyństwa, małżeństwa, rodziny, roli kobiet, a nawet samej egzystencji były wypowiadane wprost, z pełną świadomością i odpowiedzialnością. Niekiedy pewne używane słowa czy wyrażenia były dla mnie wielkim zaskoczeniem. Chyba nie spodziewałam się w tejże powieści takiego prostolinijnego i niepohamowanego sposobu określania i wyrażania pewnych przemyśleń, wniosków czy stanowisk w konkretnych kwestiach. Muszę przyznać, że wiele z tych stwierdzeń było naprawdę celnych, prawdziwych i uświadamiających. Bywały momenty, że na mojej twarzy zagościł lekki uśmiech, czasami niektóre wzmianki mnie zwyczajnie bawiły (choć prawdę mówiąc nie było do końca z czego się śmiać - nie potrafię jaśniej tego ująć, musicie sami się przekonać), ale były też chwile, kiedy pojawiał się smutek czy zakręciła się łezka w oku.

Zdobywcy oddechu to krótko mówiąc opowieść o życiu z punktu widzenia trzech mężczyzn, których różnią przede wszystkim wiek, pozycja, wykształcenie, status materialny, status rodzinny i społeczny, poglądy, problemy codzienne, rozterki oraz podejście do pewnych spraw. Jednocześnie wiele ich łączy, każdy z nich bowiem prowadzi walkę z samym sobą, walkę z depresją i myślami samobójczymi, walkę o chęć do życia. Każdy z nich pragnie przestać czuć się tak bardzo samotnym (mimo, iż otaczany jest bliskimi), każdy z nich chce wreszcie odnaleźć wewnętrzny spokój i szczęście, a także dostrzec to, co nadaje jeszcze sens ich życiu i to coś, co sprawia, że jednak jest ono wyjątkowe. W każdym z nich jest jakaś mała iskierka nadziei na to, że będzie lepiej. Tylko po prostu muszą ją dojrzeć i poczuć.

Zdobywcy oddechu to między innymi opowieść o radzeniu sobie z rozstaniem z ukochaną osobą, opiece nad chorym dzieckiem, o utracie pewności siebie, życiu w poczuciu winy, o samotności, śmierci, sile przyjaźni oraz miłości. To refleksyjna, nostalgiczna, smutna, niezwykle życiowa i jakże prawdziwa powieść. Uważam, że pomimo kilku mankamentów i niedociągnięć, warto po nią sięgnąć. Ja osobiście nie żałuję poświęconego na jej lekturę czasu (choć początkowo było ciężko). Bowiem to książka z przekazem, niejednym przesłaniem, z której każdy może wynieść jakąś naukę i wyłuskać coś dla siebie. Polecam.


  Joanna Hilińska  (12.04.2017)
Życie to nie jest babeczka z lukrem w kolorze pastelowym na pięknie podanej tacy. Życie nie rozpieszcza, a nawet jeśli to są to tylko momenty. Ktoś kiedyś powiedział, że wszystko co smutne, złe i bolesne spotyka nas w życiu po to, byśmy wiedzieli też o tych dobrych chwilach. I o tym jest książka Przemysław Piotra Kłosowicza "Zdobywcy oddechu". Zapraszam na recenzję razem z Wydawnictwo Novea Res.
Było ich trzech. Trzech mężczyzn, każdy inny, każdy choruje na życie, każdy za czymś tęskni, czegoś pragnie i czegoś oczekuje. Połączyła ich wspólna podróż, a właściwie to znalezienie się w jednym autobusie komunikacji miejskiej.
Wiktor, wykładowca wyższej uczelni. Nie robi w życiu tego co chcę, bo chciał być pisarzem. Ma żonę, którą kocha i syna, który jak to powiedział "mi nie wyszedł". Chłopiec jest wyrzutem sumienia mężczyzny, jest chory na Zespół Downa. Wiktor ma bardzo pesymistyczny pogląd na rzeczywistość, ma stany depresyjne.
Piotr, ma 27 lat, i uciekł z rodzinnego domu na wsi do dużej metropolii. Powód był całkowicie nieoczywisty, a jednak prozaiczny, jest homoseksualistą, który w hermetycznej społeczności został by zlinczowany, zaszczuty i wyklęty. W dużym mieście ma szansę "zgubić się" w tłumie. Żeby było śmieszniej, udaje chłopaka swojej koleżanki, która też nie ma szczęścia w miłości, a chce uniknąć kolejnych pytań rodziców, którzy mają ją odwiedzić. Para przyjaciół również wsiada to autobusu krakowskiego mzk.
Trzecim bohaterem jest Zbigniew. Młody, 25 letni chłopak, szukający miłości. Swoje życie traktuje jak "wyrób czekoladopodobny". Od zawsze czuł się gorszy, nikt nie potrafił wyrobić w nim poczucia wartości, tęskni za tym, by ktoś skupił na nim uwagę.
"Do tego czasu moje życie było niczym wyrób o aromacie identycznym z naturalnym. (...) Wyrób czekoladopodobny. Łamie się jak czekolada, tylko smakuje jak nieosolony popcorn. Styropian w sreberku i papierku. Ze mną było podobnie: mówiłem, jakbym żył, oddychałem, jakbym żył, tylko czułem się, jakby matka dokonała skrobanki. Życie o życiorysie identycznym z rzeczywistym. Wyrób życiopodobny." (s. 44)
Książka Przemysława Piotra Kłosowicza jest gęsta. Duszno tutaj od beznadziei, od pesymistycznego poglądu na rzeczywistość, na życie, na świat. Bohaterowie skupiają się na bólu duszy, na tym do czego tęsknią, czego nie udało im się osiągnąć, czego pragną, a w jakim położeniu muszą być, tkwić.
Pomimo ogromu żalu jaki się tutaj wylewa, książka ma bardzo pozytywny wydźwięk. Po pierwsze, przesłanie jakie się tutaj ukazuje, to oczywiście poczucie, że nie wszystko w życiu da się zaplanować, ale wszystko co nas spotyka ma jakiś ukryty sens. Kolejną ważną rzeczą jest potrzeba, a właściwie pragnienie miłości, miłości w pojęciu każdym od spełnienia uczuć, cielesnego, przez duchową harmonię dusz. Po trzecie jest tutaj motyw czasu, a właściwie znalezienia się w odpowiednim, lub nieodpowiednim miejscu lub czasie. Ale żeby się przekonać o co chodzi, musicie sami przeczytać.
Muszę przyznać, że "Zdobywcy oddechu" bardzo mnie zaskoczyli. Po pierwsze nie spodziewałam się, aż tak gęstej treści, stylu, językowej ciasnoty. Tutaj w każdym zdaniu jest zawarta jakaś alegoria, przerzut do następnych skojarzeń. Takiej lektury nie da się szybko i bezboleśnie przeczytać, choć ma niecałe 200 stron. Po drugie, kiedy przeczytałam w opisie o autorze przeczytałam: "Ma porażenie mózgowe i adoptowanego ze schroniska kota, choć uważa, że ten drugi fakt ma na jego życie większy wpływ", to spodziewałam się jakiejś formy zapisu i obserwacji świata osoby z nieco odmiennym postrzeganiu rzeczywistości, a tutaj mamy bardzo ciasno skrojoną dawkę literatury nasyconej emocjami.
" Gdyby tak odwrócić książki na regale w drugą stronę, grzbietami do wewnątrz, na pierwszy rzut oka stałby się jedną książką, tysiącami kartek, jedną opowieścią, bo przecież okładki to też tylko kolejne stronice. Podobnie człowiek w tłumie przestaje być jednostką, staje się kolejnym elementem wielkiej masy." (s. 131)
Przemysław Piotr Kłosowicz zadebiutował "Zdobywcami oddechu" i postawił sobie wysoko poprzeczkę. Książka bardzo do mnie trafiła, ponieważ sama swego czasu wiele godzin dziennie spędzałam w komunikacji autobusowej, codziennie dojeżdżając na uczelnię i tam spotykałam wielu ludzi, którzy teoretycznie byli mi znani, bo widziałam ich każdego dnia, a jednak byli zupełnie obcy. Poza tym, czytając książkę Kłosowicza przypomniał mi się syndrom "gumowego ucha", czyli zasłyszenia tego co współpasażerowie opowiadają, jakie przeżywają dramaty, w czym uczestniczą, co myślą.
" A może to się tylko któremuś z nich przyśniło? Wszyscy mamy sny, nie wszyscy mamy dynamit. I tak nie ma szans, by wyjść z życia bez szwanku." (s. 198)
Jedyne do czego mogę mieć pretensje, to zamieszczenie legendy wyjaśniającej oznaczenia poszczególnych opowieści na końcu książki! Gdyby nie opis na okładce, odkryłabym to dopiero po przeczytaniu książki, a to jednak ważny element znaczący dla odbioru całości!
Polecam Wam tę choć trudną, to ważną opowieść o ludziach spotykanych każdego dnia, nie tylko w komunikacji miejskiej, sklepie, urzędzie. To opowieść o nas wszystkich, zaklętych w trzech historia, trójki mężczyzn.


  Skryta Książka  (13.11.2016)
Książka opowiada o trzech mężczyznach: Wiktorze, który pracuje na wyższej uczelni, jest pisarzem i opiekuje się dorosłym synem z zespołem Downa; Piotrze, który poszukuje bliskości i miłości, ponieważ zerwał z nim chłopak; Zbigniewie, który od zawsze był gorszy, dokucza mu poczucie upływającego czasu i czuje się jak outsider.

Już od samego początku czuć, że wszyscy bohaterowie są strasznymi pesymistami. Dostajemy sporą dawkę ich przemyśleń, dokładne i dogłębnie analizowanych. Był to świetny zabieg wykonany przez autora, ponieważ ja jestem ogromną zwolenniczką poruszanej w książkach ludzkiej psychiki.

Ta pozycja mimo wszystko nie niesie za sobą 'złego postrzegania świata/życia', ale to zależy od czytelnika jak ją odbierze. Ja dostrzegam cały motyw przewodni bardzo pozytywnie. Podoba mi się perspektywa oddychania, ponieważ dla naszych bohaterów jest to nie lada wyzwanie. Z każdym oddechem walczą oni ze swoimi myślami, które są bardzo negatywne i toczą walkę o lepsze życie.

Widzimy błędy z przeszłości; wydarzenia, które sprawiły, że mężczyźni zamknęli się na otaczającą ich rzeczywistość; walkę o przyszłość, która jest trudniejsza niż się zdaje. Ludzka psychika zostaje przedstawiona jako słaby mechanizm, którego spotyka ciągle ból i smutek, gdy wszyscy inni dookoła są szczęśliwi.

Największą sztuką jest podnieść się, stawić czoła teraźniejszości i zaprzyjaźnić się z życiem - taki wniosek wyniosłam po przeczytaniu "Zdobywcy oddechu" pana Kłosowicza. Bardzo podobało mi się to, że książka wykracza poza wszelkie schematy i pokazuje nam coś zupełnie innego, wartościowego. To najbardziej cenię w tego typu pozycjach, które dzięki temu wyróżniają się na tle innych.

Na początku bardzo ciężko było mi wbić się w całą powieść. Męczyłam się, odkładałam książkę, a później znów do niej wracałam. Myślę, że to głównie przez to, że nie rozumiałam kompletnie do czego cała opowieść dąży. Na dodatek bohaterowie niestety nie są osobami, z którymi można się zżyć. Śledzimy ich myśli, poczynania i nic więcej.

Przeszkadzała mi bardzo mała liczba dialogów, które również utrudniały czytanie. Po jakimś czasie przyzwyczaiłam się do stylu pisania autora i zanim się obejrzałam: byłam już na ostatniej stronie. Ostatecznie jestem zadowolona z lektury - była dobrą odskocznią od wszelkich, innych gatunków.

"Zdobywcy oddechu" to książka bardzo refleksyjna, skłaniająca do myślenia i trudna w odbiorze. Uważam, że była przyjemnym wypoczynkiem od rzeczywistości. Ta pozycja sprawia, że można zupełnie inaczej spojrzeć na świat, co jest ogromnym plusem. Jestem pewna, że czytelnicy, którzy lubią tego typu powieści - nie zawiodą się.


  Ewelina Krzewicka  (6.08.2017)
Każdy kto zna mnie i moje czytelnicze upodobania wie, że zaczytuję się w powieściach obyczajowych. Bardzo lubię książki, których miejsce akcji to Kraków. Nie stronię też od debiutów. Dlatego nie zdziwi Was fakt, iż sięgnęłam po "Zdobywców oddechu" Przemysława Piotra Kłosowicza. Jakie są moje wrażenia?


Bohaterów miało być trzech. Tak głosił opis.
Według sporządzonych przeze mnie notatek wynika, że są między dwudziestym piątym a pięćdziesiątym rokiem życia i mieszkają w Krakowie.

Pierwszy ma czterdzieści sześć lat i nie wstydzi się swojego wieku. Mieszka na czwartym piętrze w centrum miasta, prowadzi wykłady i pisze o kobiecie imieniem Gośka. Ironizuje, szydzi ze studentek i ich matek oraz zarobków. Twierdzi, że dzień należy zacząć od oddechu (a da się inaczej?). Snuje teorie o wierności, kościele, śmierci oraz wyskakiwaniu oknem. Dopiero w toku czytania tego niby-rozdziału okazało się, że bohaterem i zarazem pierwszoosobowym narratorem jest Wiktor. Facet, który zrobił ogromny problem z jazdy autobusem i cierpi na depresję.
Język narratora jest ogromnie trudny; czasami są to bardzo krótkie zdania oderwane zupełnie od siebie nawzajem a urywane myśli nie pozwalają do końca pojąć o co chodzi. Był taki fragment, mówiący o tym, że ojciec Wiktora nie rozumiał co syn do niego mówi - pomyślałam: nie dziwię się!

Drugim bohaterem jest dwudziestosiedmioletni Piotrek, którego zaskakują profile randkowe innych. Jego początkowe wynurzenia dotyczą seksu, orgazmu, związków i rozstań. Wspomina też o Lenie oraz kimś, kogo nie potrafi zapomnieć. Nadal szuka swego ukochanego.

Zaś trzeci bohater - Zbigniew - lat dwadzieścia pięć, to krępy i niski gość z odstającymi uszami, który marzy o miłości, ale nie radzi sobie z upływającym czasem. Jego życie nie było różowe, gdyż matka była toksyczna i chciała, by nie rzucał się w oczy, zaś ojca określił mianem "wypełniacz" - wypełniał przestrzeń i polecenia... Właściwie to była dla mnie najlepsza narracja - zrozumiała, bez urywanych zdań.


"Zdobywcy oddechu" to niewątpliwie powieść, której nie można określić mianem standardowej, typowej czy zwyczajnej. To lektura przepełniona refleksjami nad życiem, choć niestety bohaterowie nie dostarczają optymizmu. Ich przemyślenia są z reguły pesymistyczne. Autor poruszył ich ustami mnóstwo tematów - jest Newton, polityka, cuda techniki, witaminy, kobiety lekkich obyczajów, czekolada Wedla i polszczyzna Miodka. Są brazylijskie seriale i przysłowia, narodziny dziecka czy radości płynące z posiadania kota. Określiłabym powieść jako "szwarc, mydło i powidło" - niczego tutaj nie brakuje. Bywa głupio i naukowo, refleksyjnie i z wulgaryzmami. A na deser jest czarny humor.

Debiut cechuje się brakiem wątków, brakiem typowej fabuły i wydarzeń, na które się czeka, kibicuje lub rozpacza. Tutaj tego nie ma! Dialogi to towar mocno deficytowy, zaś monologi są przydługawe. Całość skupia się na Wiktorze, Zbyszku i Piotrku, którzy dostarczają czytelnikowi jedynej, nazwijmy to, rozrywki. Śledzimy ich przemyślenia i choć bywają irytujący to przecież tylko na nich i ich marudzeniu możemy się skupić. Są doskonale scharakteryzowani i pokazują jak może wyglądać życie, z codziennymi problemami, jakże często ukrywanymi przed społeczeństwem.

To jednak nie wszystkie cechy szczególne, wyróżniające książkę spośród rozlicznych debiutów. Autor okazał się by magikiem słowa - postawił na oryginalny pomysł, totalnie niezwykłe wykonanie - drugiego takiego utworu nie spotkałam w literaturze. To lektura obowiązkowa dla tych, którzy lubią psychologiczne ujęcie w książkach.

Na pewno nie jest to powieść skierowana do wielbicieli obyczajówek czy w ogóle książek pisanych standardowo. Czyli na bank nie jest dla mnie! Tak, ma rozliczne plusy, o których napisałam, bo wiem że dla wielu warto. Ale to zupełnie nie moja bajka... Nie potrafiłam się wciągnąć w treść, tak jak na to zasługuje. Początek był mocno niestrawny, długo nie mogłam zrozumieć kiedy jest mowa o którym z bohaterów. Język napawał mnie strachem czy dotrwam choćby do połowy. Nudziłam się, męczyłam i nie czerpałam żadnej radości z tej książki.

Podsumowując - "Zdobywcy oddechu" to lektura specyficzna, pokazująca jak bardzo powieść może różnić się od powieści. By została doceniona musi znaleźć się w rękach nietypowego czytelnika. Lubię metafory, gry słów czy literacką żonglerkę pomysłami, ale tym razem to do mnie nie przemówiło. Może przeczytałam ją w złym momencie życia? Może Wy odnajdziecie w niej coś dla siebie. Zdecydujcie sami.

Dodaj własną recenzję
Darmowy transport przy zamówieniu powyżej 139 zł!
Liczba:  
      Dodaj do koszyka
Zakupy w Zaczytani.pl są bezpieczne.
Ci, którzy kupili tę książkę, kupili również:
Przegapić życie — Monika Matusik Przegapić życie — Monika Matusik
Amelia leczy się w ośrodku chorób psychicznych, gdyż cierpi na zaniki pamięci. Tak przynajmniej twierdzą specjaliści. Bohaterka jest bardzo inteligentna, mąd...