Witaj! Zaloguj się, a jeśli nie jesteś jeszcze naszym klientem, zarejestruj się.
Szukaj
Twój koszyk jest pusty  |  Zaloguj się  |  Pomoc
Zaczytani.pl -> Literatura obyczajowa -> Wołając do Hille — Rafał Grysiak, Artur Matusz
Wołając do Hille — Rafał Grysiak, Artur Matusz

Wołając do Hille

Cena: 38,00 zł 32,00 zł
Wysyłamy w 1-3 dni
Książki dostarcza firma DHL Express
Czas oczekiwania na paczkę

Opis i recenzje

Co się stanie, gdy nagle włączysz światło w darkroomie?

Robert, Piotr i Sebastian spotykają się na czacie internetowym dla homoseksualistów. Choć każdy z nich związany jest z kobietą i prowadzi pozornie poukładane życie, pod przykrywką nicków chętnie oddaje się najbardziej wymyślnym seksualnym fantazjom. Jedna rozmowa wystarcza, by rozpoczęła się między nimi niebezpieczna gra pełna manipulacji i kłamstw, która nieodwracalnie zmieni życie każdego z nich…

Ta brutalna, wywrotowa odpowiedź na „Anioły w Ameryce” niesie ze sobą ogromny bagaż emocjonalny, który wstrząśnie każdym, bez względu na światopogląd: zarówno nobliwymi konserwatystami, jak i liberałami, dla których słowo „tolerancja” jest najbardziej wyświechtanym frazesem.

Szczegóły

Recenzje czytelników

Średnia ocena: 
 z 3 recenzji.Dodaj własną recenzję

  Dominik Brunk  (3.10.2018)
Brrr, wrrr, szok! Co szokuje? Język, forma, styl.
Książka jakiej nigdy do tej pory nie czytałem. Mroczna, przeraźliwa, obrazoburcza.
Myślę, że przeżyłem swojego rodzaju gwałt na mojej psychice czytając tą historię. Grozy dodaje fakt, że to się stało i nadal dzieje tu i teraz w Polsce. Wystarczy tak niewiele, tak mało aby wejść do świata, w którym jedyną zasadą jest ...
Nie chcę pozbawiać czytelników wrażeń i zdradzać co się dzieje ... ale jedno jest pewne. Każdy przeżyje to doświadczenie na swój sposób. Myślę, że to jedna z najbardziej mrocznych ale i z punktu widzenia psychologicznego, najbardziej ciekawych historii jaką poznałem.
Niech nie zmyli Was styl ale porwie opowieść ...


  Małgosia Brzeska  (7.11.2018)
Trzech młodych - dobrze wykształconych, spełniających się zawodowo, z ustabilizowanym życiem osobistym – mężczyzn, spotyka się na czacie internetowym dla homoseksualistów. Oddają się wymyślnym i trudnym do wyobrażenia fantazjom seksualnym. Dlaczego? Trudne pytanie, które niektórzy z nich również sobie zadają. Co ich do tego skłania, dlaczego to robią? Być może dla rozrywki i zabawy, a może nie czują się spełnieni w swoich związkach z kobietami? A może ta druga, ciemniejsza strona natury nagle wyszła z ukrycia i daje o sobie znać? Między Piotrem, Robertem i Sebastianem tworzy się dziwny, pełen manipulacji i niezdrowych emocji związek. Wirtualny związek. Jakie będą konsekwencje ich wirtualnego spotkania?
Powieść „Wołając do Hille” od pierwszych stron szokuje, wstrząsa dogłębnie, przeraża aż do bólu, otrzymujemy zatrważający obraz homoseksualnych relacji, trudny do wyobrażenia. Zrozumieć ani pojąć tych relacji nie jest się w stanie. Szok i przerażenie.
Pierwsza część powieści jest niesamowicie wstrząsająca i brutalna, przeznaczona tylko i wyłącznie dla osób o mocnych i stalowych nerwach. Mocno perwersyjne i wyuzdane techniki zaspokajania seksualnego homoseksualistów, niewyobrażalne świadectwo upodlenia jednego człowieka przez drugiego, psychiczny i fizyczne mobbing.
Ale po chwili refleksji dochodzi się do wniosku, że ta powieść skłania jednak do głębszych przemyśleń. Oprócz wstrząsającego obrazu fizycznego zaspokajania popędu seksualnego przez homoseksualistów, otrzymujemy do analizy szeroki wachlarz łączących bohaterów powieści wzajemnych relacji i stosunków. Przykładem jest relacja „partnerska” łącząca policjanta Roberta z Sebastianem Hillem. Gliniarz, świadomie i z cynizmem, na każdym kroku upodla „swoją miłość”, z premedytacją niszczy go psychicznie, uzależnia od siebie, dosłownie traktuje go jak PiDi - „personal dog”.
„-Robert, co znaczy PiDi?
Nie wiesz? Hehehe. To pieszczotliwie, z miłości do ciebie.
(…) - To skrót od mojego nowego imienia? - zapytałem …
Po części tak, kochanie. Hehehe.
Robert, wytłumacz mi proszę ten skrót.
(…) - PiDi, personal dog!
Od tego czasu zaczęła się moja „przygoda”, która miała się skończyć przemianą w ludzkiego psa. Robert coraz częściej zwracał się do mnie w ten sposób. Niby niewinnie i słodko, a jednak z dużym podprogowym przekazem. Czasem w sklepie rzucił do mnie tym zwrotem. (…) Byłem już nie tylko Sebastianem dla innych, ale przede wszystkim pieskiem dla Roberta. Małym, słodkim PD. Zabaweczką, tresowaną i wychowaną od szczeniaka. Uczoną odruchów Pawłowa i przyzwyczajaną do całkowitej uległości. Robert kochał psy za ich oddanie, wierność, miłość i posłuszeństwo. Za to, że były w stanie zrobić wszystko dla swojego właściciela”.
Rafał Grysiak i Artur Matusz posługują się dość specyficznym, bardzo wulgarnym i brutalnym językiem, językiem maniaków seksualnych, często padające w powieści stwierdzenia są wzburzające. Ale zapewne autorzy chcieli w sposób bardzo wyrazisty i dosadny nakreślić obraz świata zdeprawowanych homoseksualistów. Przyznam, że im się to udało. Jednak pewien niesmak po przeczytaniu tej powieści pozostaje na długo.
O czym jest ta powieść? To powieść ciężkiego kalibru o „wyrafinowej i przerażającej miłości” pomiędzy gejami, wstrząsający obraz psychologicznych sztuczek i metod zmierzających do uzależnienia i podporządkowania sobie drugiego człowieka, zniszczenia psychicznego i moralnego. Osoby słabe psychicznie i uległe są manipulowane i sterowane przez innych, nie potrafią się przeciwstawić, uważają, że tak powinno być, nie przyjmują innego punktu widzenia. Smutna prawda.
Powieść dla osób o silnych nerwach, które potrafią swoje emocje trzymać na wodzy!


  Kasia Pinkowicz  (15.11.2018)
Dla Piotra miała to być kolejna, podobna do innych noc- butelka wina oraz czat dla homoseksualistów. Tym razem jednak scenariusz wieczoru zmienia się wraz z zaczepieniem mężczyzny o nicku Drecholl. Człowiek "po drugiej stronie" monitora zachęca mężczyznę do nawiązania kontaktu z jego kochankiem, Sebastianem. "Jego suka" -jak określa seksualnego partnera Robert vel. Drecholl- ma zgodzić się na wszystko, czego zażąda od niego Piotr. Nawet na najbardziej wyuzdane czy niebezpieczne zabawy. Jednak gdy bohater zagłębia się coraz bardziej w rozmowy z Sebastianem Hille zauważa, jak bardzo został on psychicznie zdominowany przez kochanka. Początkowa chęć wykorzystania mężczyzny zmienia się w pragnienie uwolnienia go spod jarzma sadystycznego Roberta. Rozpoczyna się gra między trójką bohaterów, ale czy w tym wypadku może być mowa o jakimkolwiek zwycięzcy... ?

Mamy Piotra, niby- homoseksualistę, który tak naprawdę co jakiś czas podejmował próby życia w normalnym związku z kobietą. Dlaczego? Otóż nie wierzył, że środowisko jest gotowe przyjąć jego orientację z otwartymi ramionami; lepiej się maskować i udawać, że niczym się nie wyróżniał. Poniekąd ten jego homoseksualizm wynikał z ciekawości, może chęci eksperymentu. Czat był tylko rozrywką, rzadko zdarzało się, aby spotkał się z kimś w realu. Czy to wina wpajanych mu od młodości standardów? Niby kocham inaczej, a jednak nie? Kolejny bohater tej trzypostaciowej tragedii to Robert, wysokiej rangi policjant, przenoszący swoje chore fantazje na zapatrzonego w niego (i w pewien sposób kochającego go) Sebastiana. Manipulant jakich mało, a przy tym człowiek udający męża idealnego. No i na koniec tytułowy Hille, Sebastian, w "prawdziwym" życiu pewny siebie mężczyzna, żonaty, z dobrą pracą. Czy tak skrzywił go jego wieloletni kochanek, czy może to już od dawna w nim tkwiło -nie wiem- ale bez oporów zgadzający się nawet na najbardziej destrukcyjny pomysł Roberta. Destrukcyjny oczywiście dla niego.

Jako że najpierw poznajemy Piotra i śledzimy jego kroki, kierujące go wprost w ramiona szaleństwa, relacja między Robertem a Sebastianem od początku jest dla nas jasna; tam nie ma mowy o miłości, a przynajmniej o tej jej wersji, którą zna większość z nas. Wszelkie manipulacje Roberta czy jego okropne pomysły są nam rzucone prosto w twarz, nie poznajemy jego ponoć istniejącej "lepszej, kochanej wersji". Jest tylko tu i teraz. Ofiara i kat. Stosunek między Hille a Robertem jest określony jako "Pan i jego niewolnik"; Robert do tego stopnia zdominował mniej odpornego psychicznie kochanka, że ten -bojąc się o swoje życie- nie chce się mu nijak przeciwstawić. W grę wchodzi tu również to chore uzależnienie co do osoby brutala.

W książce autorstwa pana Grysiaka oraz Matusza nie uświadczymy homoseksualizmu takim, jakim częściowo kreują go media. Jest mrocznie, brutalnie, właściwie nie ma tu miejsca na prawdziwe uczucia. Tak, jakby mężczyźni potrzebowali siebie nawzajem nie do stworzenia relacji, lecz wyłącznie do zaspokojenia cielesnych potrzeb. Od razu zaznaczam, że jeżeli ktoś ma awersję do owej tematyki czy w jego gusta niekoniecznie trafiają odważne, a czasem nawet (zbyt) wulgarne sceny seksu, to lepiej niech od razu porzuci pomysł zaznajomienia się z tą pozycją.

Wołając do Hille mogłaby być dobrą książką. Ostatecznie dostałam coś oryginalnego, coś, czego chyba jeszcze do tej pory nie spotkałam/ czytałam. Kontrowersyjne, mocne, odsłaniające ludzką psychikę. Ale... nie była. Przynajmniej nie do końca. Autorzy w ogóle nie oddzielają relacji bohaterów- raz mówi do nas Piotr, co dociera do nas dopiero po przeczytaniu dość sporego fragmentu. Potem inny bohater, ale między nimi można się pogubić, nie ma żadnego "oddzielnika". Raz jest narracja pierwszoosobowa, potem drugo. I tak w kółko. Pomysł był dobry, ale wykonanie trochę poległo. Nie jestem jakoś specjalnie pruderyjna, sceny erotyczne w książkach zazwyczaj budzą mój śmiech niż zniesmaczenie, ale... w tym wypadku to już lekka przesada. Opowiadana historia może być mocna bez ciągłego (wulgarnego) nawijania o seksie w każdej postaci; treść nijak nie ucierpiałaby, gdyby panowie kilka scen ocenzurowali. Nam, czytelnikom, wystarczy dać do myślenia- i niech działa wyobraźnia! Ostatnie i chyba najważniejsze... nie mogłam znieść Sebastiana. Tak, wiem- ofiara prywatnej tragedii, psychicznie uwięziony w związku bez jakiegokolwiek szacunku, wykorzystywany w każdy możliwy sposób. Do tego tak naprawdę Hille miał raczej ten homoseksualizm wyuczony, nie do końca był to jego wybór. Zwyczajnie nie mogłam znieść jego jojczenia, rozpaczy, raz "kocham, ratuj!" a raz "nienawidzę Cię, chcę być z Robertem". Nie znoszę bohaterów, którzy przez całą książkę zwyczajnie szamotają się sami ze sobą i na końcu nadal nie doszli do porządnych wniosków. Ciśnie mi się jedno określenie Sebastiana, ale lepiej zostawię je dla siebie. Pan Hille to po prostu niedokończony, źle zarysowany portret psychologiczny osoby zmanipulowanej, zakochanej, ufającej swojemu oprawcy. O ile Piotr i Robert są stworzeni całkiem nieźle, o tyle u Sebastiana coś zawiodło.

Dodaj własną recenzję