Witaj! Zaloguj się, a jeśli nie jesteś jeszcze naszym klientem, zarejestruj się.
Szukaj
Twój koszyk jest pusty  |  Zaloguj się  |  Pomoc
Zaczytani.pl -> Thriller -> Turnus — Barbara Tomaszewska
Turnus — Barbara Tomaszewska

Turnus

Cena: 39,99 zł 33,99 zł
Wysyłamy w 1-3 dni
Książki dostarcza firma DHL Express
Czas oczekiwania na paczkę

Opis i recenzje

Tylko jeden turnus, a tyle tajemnic…

Poszukująca odpowiedzi na dręczące ją pytania Ilona P. posyła swoje alter ego, byłego policjanta Marka Konieczkę, do sanatorium Turnia w Lądku-Zdroju z poleceniem śledzenia swego partnera, którego podejrzewa o romans. Kiedy w ośrodku pojawia się osoba zamieszana w sprawę o kryptonimie „Pociąg”, którą niegdyś zajmował się kapitan Konieczko, wszystko wywraca się do góry nogami.

Wśród zapachu borowiny i muzyki Don Vasyla były policjant staje przed jednym z najtrudniejszych zadań: musi odnaleźć sam siebie. Czy poradzi sobie z nawiedzającymi go – i teren wokół sanatorium – demonami? I jak wpłynie to na Ilonę? Ta często wywołująca śmiech, ale i budząca grozę opowieść pokazuje, że na wiele rzeczy nigdy nie jest za późno.

Od tego momentu oczy i uszy kapitana Konieczki miały zastąpić moje, niesprawne od kilku dekad. A jego umysł, czujny i otwarty, miał dodać mi swej śmiałości. Krótko mówiąc zatem, moje alter ego, oko przebudzenia – jak zwał, tak zwał – w osobie byłego policjanta miało mnie wyciągnąć z zaklętego kręgu kłamstw i bezradności.

Barbara Tomaszewska – fanka groteski w literaturze, w notce o sobie pisze w sposób zawoalowany, że urodziła się dwa razy. I że do końca nie wie, który z okresów następujących po tych wydarzeniach jest dla niej – jako autorki – kluczowy. Jedno jest pewne: w swojej twórczości z każdego z nich wyjmuje autentyczne uczucia i nadaje im drugie życie.

Szczegóły

  • Rodzaj literatury: Thriller
  • Wydawca: Novae Res, 2021
  • Format: 130x210, skrzydełka
  • Wydanie: Pierwsze
  • Liczba stron: 420
  • ISBN: 978-83-8219-218-6

Recenzje czytelników

Średnia ocena: 
 z 4 recenzji.Dodaj własną recenzję

  Magdalena Wołoszyn  (17.02.2021)
Straconego czasu szukać gdzie indziej

Adekwatnie do swojego tytułu „Turnus” ma klimat dokładnie taki, jakiego spodziewalibyśmy się po powieści, na której okładce znajdują się słowa „sanatorium”, „miejscowość uzdrowiskowa” i „borowina”. Każdy, kto kiedykolwiek miał styczność z domami wczasowymi, ośrodkami wypoczynkowymi czy sanatoriami choćby w latach dziewięćdziesiątych, na pewno kojarzy charakterystyczną atmosferę tychże miejsc. I właśnie do takiego uniwersum, z dźwięcznym „ore, ore” tłukącym się po głowie, przenosi nas książka Barbary Tomaszewskiej.
Autorka wciąga nas do onirycznego i groteskowego świata dojrzałych ludzi, którzy wiedzą, czego chcą – a przynajmniej mają takie wrażenie – i ukazuje ich w sposób, w jaki oni zapewne nie zechcieliby zostać ukazani. Na wierzch wypływają ich najpilniej strzeżone sekrety i najbardziej fikuśne fantazje. Każdy z bohaterów „Turnusu” jest inny, w inny sposób skontrastowany, każdy w odmienny sposób doświadczony przez życie i w związku z tym podejmujący odmienne decyzje. Taka kreacja postaci jest ze wszech miar zamierzona, bo i protagonista jest postacią szalenie niezwyczajną, bowiem kapitan Marek Konieczko, były policjant, posłany przez Ilonę P. do sanatorium Turnia w Lądku-Zdroju, ma do wykonania zadanie równie niezwyczajne. Mamy tu do czynienia z dwoma zupełnie różnymi, ale przeplatającymi się wątkami, bo Konieczko – poza momentami, gdy na zlecenie Ilony śledzi Romana, jej niewiernego towarzysza życia – próbuje też rozwikłać pewną psychologiczno-kryminalną zagadkę. Trzeba o tym wiedzieć i trzeba się na tym skupić, bo mimo wielu wyraźnych sygnałów łatwo tę bardzo istotną kwestię pominąć. Budowana przez autorkę cegła po cegle konstrukcja będąca połączeniem labiryntu z piramidą doprowadzić ma w końcu do wyniku analizy – a więc do szczytu piramidy, środka labiryntu, do wnętrza głównego bohatera i głównej bohaterki. Ma pozwolić na odkrycie siebie im, a może i nam? Krótko mówiąc zatem, niech oko przebudzenia Ilony P. stanie się twoim, czytelniku, okiem, żebyś mógł użyć Konieczki jako klucza i otworzyć nim drzwi do wspaniałej lektury, która cię wciągnie, rozbawi i skłoni do refleksji.
Należy jednak zaznaczyć, że „Turnus” z pewnością nie jest dla wszystkich, ponieważ próżno tu szukać utrwalonych w historii literatury tradycyjnych powieściowych konwencji; autorka kręci i nęci, raz za razem zaskakuje, a przede wszystkim właściwie niczego nie mówi wprost – musimy ruszyć głową i sami do wszystkiego dojść, jak głosi ostatnie zdanie przedmowy. Jednak bez obaw, bo znajdą tu dla siebie miejsce zarówno poszukiwacze skomplikowanych wzruszeń, jak i miłośnicy zawikłanej akcji czy pasjonaci klimatu starych domów wczasowych. Mnie natomiast powieść ujęła przede wszystkim dzięki językowi. Barbara Tomaszewska prowadzi narrację w taki sposób, że czułam prawdziwą przyjemność z lektury, dialogi zaś są niezwykle autentyczne i wyraziste, w związku z czym autentyczne i wyraziste stają się również postaci, w których usta (albo pod pióro!) autorka wkłada wspaniałe z językowego punktu widzenia słowa. Moją faworytką wśród bohaterów jest rewelacyjna Urszula, która spokojnie mogłaby stać się protagonistką zupełnie odrębnej historii – albo fikcyjną autorką, której tomik wierszy znalazłby się na półkach księgarń w każdym mieście, bo akurat wiersze Urszuli, jeśli do nich podejść z dobrej strony, stanowią popis naprawdę świetnej poezji nowoczesnej, z którą utwory wielu współczesnych poetów (i „poetów”) nie mogłyby się równać.
Należy również podkreślić ważność w „Turnusie” wspomnianej wyżej kategorii estetycznej – groteski. Choć nie czas i nie miejsce na teoretycznoliteracki wywód na ten temat, warto spojrzeć na powieść Barbary Tomaszewskiej właśnie przez ów pryzmat, ponieważ groteska w tej powieści stanowi szkiełko przystawione do rzeczywistego świata, które zniekształca i wyolbrzymia obraz w celu ukazania tych prawd o człowieku i o jego otoczeniu, na które w wirze codziennych obowiązków w ogóle nie zwracamy uwagi. Świetnie wprowadzony do opowieści oniryzm, który raz sugeruje przebywanie w marzeniu sennym, innym razem zaś w koszmarze, idealnie współgra z groteską i pozostaje na jej usługach do samego końca. Jest to o tyle istotne, że bardzo często właśnie dzięki takim zabiegom jesteśmy w stanie lepiej dostrzec problematyczne kwestie, bo defiguracja kładzie na nie jeszcze mocniejszy nacisk i wymusza na nas konieczność skupienia się. Na uwagę więc zasługuje szczególnie kreacja Ilony i Konieczki, ponieważ to oni są najlepszym wyznacznikiem (i ta liczba pojedyncza pojawia się tu jak najbardziej celowo) groteskowości powieści. Przemieszanie porządków, czyli równoległe współistnienie i nakładanie się na siebie przeciwstawnych cech rzeczywistości, wydarzenia, które w realnym świecie nie mogłyby się zdarzyć, i skarykaturowane postaci obnażające paskudne ludzkie cechy – z tej mieszaniny powstała naprawdę świetna opowieść, której jednak nigdy nie usłyszelibyśmy od cioci po jej powrocie z sanatorium.
Szczerze polecam „Turnus” Barbary Tomaszewskiej, bo wśród wielu byle jakich i podobnych do siebie współczesnych powieści jest to perełka naprawdę warta przeczytania od deski do deski i warta poświęcenia jej czasu, który w żadnym wypadku nie będzie stracony. Niech was porwie jak halny – tak jak porwała mnie.


  Anna Sikorska  (17.03.2021)
Szaleńcza miłość może zaprowadzić nas do szpitala dla nerwowo i psychicznie chorych -takie przekonanie wyciągamy po skończeniu książki „Turnus” Barbary Tomaszewskiej. W samym tym uczuciu jest już coś szalonego i zadziwiającego, bo zakochani ludzie są ślepi. Zwykle silne emocje mijają szybko zastępując rutynę lub po prostu pozwalają dostrzec wady drugiej osoby, otrząsnąć się i odejść. Bywają jednak związki toksyczne, oparte na uzależnieniu i przemocy. I tak właśnie jest w przypadku związku Ilony P., którą poznajemy, gdy w szpitalu dla nerwowo i psychicznie chorych spisuje zadziwiającą historię. Czy jest ona pamiętnikiem? Nie, ale zawiera sporo prawdy, przenosi czytelników do życia, jakie toczy się w sanatoriach. A tam mamy całe bogactwo osobowości. Mamy wdowy, rozwódki, mężatki. Mamy przedsiębiorców, bezrobotnych naciągaczy kalkulujących, z kim łatwiej będzie im żyć i miernych polityków z dużymi aspiracjami i kalkulujących, kto lepiej wesprze ich w drodze na szczyt. Są podstarzali lowelasi i tacy, którym trudno nawiązać nowe znajomości. Pojawiają się literaci, oszuści, plagiatorzy. Jest też szał tworzenia i szaleństwo pożądania. A wszystko to w otoczce borowinowych kąpieli, dancingów, odwiedzin w pokojach, nawiązywania dziwnych relacji.
Cała akcja toczy się wokół wykreowanej przez Ilonę P. konieczności śledzenia męża i udowodnienia mu zdrady. Mimo wielu oznak i świadomości, że związek nie powinien być jednostronną relacją kobieta nie potrafi odejść. Jej miłość do Romana jest destrukcyjna: godzi się na wszystko, co potrzebuje jej partner. Ze swojej strony daje wszystko nie otrzymując nic w zamian. Nawet miłego słowa. Jej zaangażowanie w związek jest tak silne, że staje się sponsorką chciwego mężczyzny, który żyjąc z nią od lat nie myśli o dokładaniu się do domowego budżetu. Dostrzegająca jego wady, doświadczająca przemocy psychicznej żyje jak narkomanka: niby chce przerwać tę stagnację, ale nie jest w stanie. Mamy wrażenie poznawania skrzywdzonej bohaterki, ale patrząc na nią dłużej pozostaje wizja pajęczycy tkająca sieć na słabości zamiast odciąć partnera od wygód. Otumaniona i rozdarta przez skrajne uczucia bohaterka czuje się bezradna. Z jednej strony wie, że nadszedł czas zakończenia chorej relacji, a z drugiej przeraża ją myśl o samotności i świadomości, ze inna kobieta bardzo łatwo ją zastąpi. Z tego powodu szuka twardych dowodów na zdradę. Z jednej strony napędzana zazdrością, a z drugiej usprawiedliwiająca partnera ciągle stoi w rozkroku. Napięcie rośnie.
I tu pojawia się Marek Konieczko – były policjant, któremu od lat nie daje sprawa tajemniczego morderstwa w pociągu. Godząc się na rolę detektywa jeszcze nie wie, że los wplątuje go w dawną sprawę, a los zaciska na nim pętlę. Jego pobyt w Lądku Zdroju dla niego i jego klientki będzie początkiem wielkiej rewolucji. Przeznaczenie sięgnie po nich swoje długie macki. Nim do tego dojdzie staniemy się światkami sanatoryjnego życia. A to z jednej strony zmusza do obserwacji bieżących wydarzeń, a z drugiej do poszukiwania śladów przeszłości, odbywania sentymentalnych podróży do czasów wielkich zrywów narodowych. Z jednej strony jest to opowieść realistyczna, a z drugiej mamy zadziwiające przenikanie się światów teraźniejszości i przeszłości, surrealizmu wielu wydarzeń. Z sanatoryjnej otoczki wydają się wyłaniać duchy powstania styczniowego. To już druga książka w tym roku z tym tematem w tle. Pierwszą, o której pisałam był „Hotel Polski” Artura Daniela Liskowackiego. I właśnie ten temat najmocniej mnie uderzył w powieści Barbary Tomaszewskiej. Idealizowane na lekcjach historii wydarzenia tu odarte są ze wzniosłości. Za to w całej otoczce znajdziemy tropy jak u Michała Bułhakowa: piekielne moce pomagają przeżyć powstańcom. Nie robią tego za darmo. I to one tak naprawdę stają się ukrytą siłą napędową całej akcji, bo bez próby życia po swojemu bohaterzy nie byliby zapędzeni w kozi róg, z którego nie mają wyjścia.
„Turnus” nie jest lekturą łatwą. Wymaga dużej uważności, skupienia, wiązania faktów, wyłaniania ukrytych znaczeń, dostrzegania jak zdarzenia mające cechy fantastycznych determinują losy wszystkich mieszkańców uzdrowiska, jak wiele łączy tak różnorodnych bohaterów. Nikt nie znalazł się tam bez powodu. Każdy przedmiot i wydarzenie mają tu duże znaczenie. Do tego mamy wrażenie, że czas jest tu płynny: z jednej strony obserwujemy przeszłość, z drugiej płyniemy z nurtem teraźniejszości okraszonej w nadprzyrodzone moce pozwalające na specyficzny voyeryzm obnażający dusze podglądanych. Sam śledzący wówczas znajduje się w zadziwiającym stanie. Jego profetyczne zdolności nie sięgają w przyszłość tylko w przeszłość i stopniowo pozwalają na obnażanie życiorysów uczestników kuracji.
W „Turnusie” Barbary Tomaszewskiej możemy też znaleźć tropy Bruna Szulza. Świat kręci się tu wokół silnych, przedsiębiorczych kobiet wodzących małych mężczyzn za nosy. Uwielbienie dla kobiecych kształtów, całej otoczki kulturowej związanej z płcią piękną, dążenie do zespolenia wiąże się z wyzbywaniem własnych potrzeb. A z drugiej strony widzimy te silne bohaterki w roli wykorzystanych, bezradnych i naiwnie wierzących w dobre intencje mężczyzn, co prędzej czy później skończy się katastrofą. Bardzo ważną postacią jest tu Marek Konieczko – wspomniany były policjant, dla którego pobyt w uzdrowisku z jednej strony jest sposobem a zarobienie pieniędzy, a z drugiej możliwością odkrycia powołania, odkrycia własnych błędów. Sam budynek sanatorium i ogród wydaje się być plątaniną wyłaniających się z niebytu pomieszczeń, miejscem, w którym łatwo oddać się grze masek i tworzyć pozory.
Barbara Tomaszewska zawiera prześmiewczy obraz społeczeństwa, w którym każdy skupia się na sobie, a inni są interesujący do chwili, kiedy mogą być narzędziem w dążeniu do własnego celu. „Turnus” to pozornie prosta opowieść, ale tak naprawdę jest to trudny i złożony tekst, którego sens wyłania się dopiero z „lotu ptaka”, czyli po spojrzeniu na całość i uchwyceniu każdego jej elementu i spięcia ich klamrą wyłonionych znaczeń. Niby mamy tu opisaną codzienność składającą się z rzeczy małych i wielkich, ale żadna rzecz nie pojawia się tu bez znaczenia dla całości. Pisarka ma wyostrzony zmysł obserwacji i wyciągania karykaturalnych cech.
Sposób, w jaki tu uchwycono różnorodne historie sprawia, że można pogubić się w labiryncie wspomnień i przemyśleń bohaterów. Nie znajdziemy tu wyraźnej chronologii. Jedno, co wiemy to to, że owe wydarzenia miały lub mogły mieć miejsce przed pobytem bohaterki w szpitalu. A ile w nich prawdy? Tylko ona wie. Do tego bardzo znacząca jest ostatnia scena, w której wspomina sen, w którym ukochany wyrywa z zeszytu kolejne kartki, robi z nich samoloty i puszcza przez kraty, aby papierowe zabawki wylądowały na dachu niższego budynku. „Turnus” to gra z czytelnikiem i to od czytelnika zależy, ile z tej gry wyniesie, jak wiele zrozumie, bo Barbara Tomaszewska nie podaje tu prostych rozwiązań ani nie wrzuca czytelnika w wir szybkiej akcji. Wręcz przeciwnie: akcja czasami – jak życie w sanatoriach – toczy się niemrawo, ale za to pełna jest znaczeń toczących się wokół złożonego procesu zmiany codzienności kuracjuszy.


  XawierX Długi  (30.03.2021)
- Czytanie to sztuka skojarzeń -
"Turnus", autorstwa Barbary Tomaszewskiej, to powieść uciekająca schematom i łatwym klasyfikacjom. Żeby zrozumieć jej myśl przewodnią, należałoby wyjść od koncepcji Yin i Yang z antycznej filozofii chińskiej i metafizyki. Opisuje ona dwie pierwotne i przeciwne, lecz uzupełniające się siły, które odnaleźć można w całym wszechświecie i do których często odnosi się pisarka. Yang symbolizuje męski aspekt natury i oznacza siłę, aktywność i radość, Yin, to żeńska postać tej samej natury, uosabiająca bierność, uległość oraz smutek. Tacy są też główni bohaterowie powieści, kapitan Marek Konieczko — były policjant i jego przeciwieństwo Ilona P., których losy łączą się ze sobą w pewnym momencie ich życia, lecz zgodnie z koncepcją autorki, trzeba ich traktować jako jedność — dwie strony tego samego medalu. Kapitan Konieczko (Yang), wysłany w tajną misję do Lądka Zdroju przez Ilonę (Yin), kobietę w średnim wieku, zmęczoną życiem z Romanem, swym długoletnim partnerem, ma za zadanie otworzyć Ilonie oczy na prawdę o jej związku z tym mężczyzną.
Fabuła powieści to droga, którą (niejako w zależności od siebie, niemniej dwutorowo) pokonują Marek Konieczko i Ilona P. mierząc się z własnymi demonami w dotarciu do prawdy o nich samych, wypartej w latach dzieciństwa. Towarzyszą temu skrajne emocje, także wspomnienia i sny na zmianę z historią dziejącą się w czasie teraźniejszym. W przypadku kapitana Konieczki odbywa się to w relacji z pozostałymi uczestnikami turnusu, głównie kobietami, na przykładzie których alter ego Ilony rozważa złożoność ludzkich losów, ale też w różny sposób pokazuje ich aktywność. Wykorzystując coraz to inne strategie, wypełnia swoją rolę uświadamiając kobiecie, że jej życiowa bierność, to najgorsza z możliwych postawa, która nie uwolni jej z klinczu, w jakim znajduje się od wielu, wielu lat. Przełom w myśleniu Ilony można zobrazować fragmentem wyjętym z „Turnusu”, odnoszącym się do Konieczki:
„Mimo jego dziwactw i nieczystych chwytów, które wciąż stosował w zakresie uprawnień, które mu nadałam, musiałam jednak przyznać, że moja zażyłość z nim stawała się coraz bliższa. I coraz bardziej serdeczna. Bo gdy zdarzyło się raz, że nie zadzwonił ani w inny sposób się ze mną nie skontaktował, poczułam się tak, jakbym rozpadła się od wewnątrz. Z poczucia braku? Z tęsknoty za drugą częścią mojej rozdwojonej jaźni? Ale w końcu sama, sama go wysłałam do innego świata, tam gdzie są emocje, aby ze mnie zdarł całą tę skorupę, każdy z obcych wpływów, które sukcesywnie od najmłodszych lat miały jeden cel: odciąć mnie od uczuć. Do innego świata, tam gdzie ludzie mają, mają tę odwagę, aby czuć, co czują, wyrażać uczucia, a nie, rejterując, zamrażać je w muszlach, na przykład pijąc na umór”.

Fuzję - połączenie w całość Ilony P. z Markiem Konieczką, w ostatniej scenie powieści Barbary Tomaszewskiej, wyraża motto „Turnusu”, cytat z powieści Marcela Prousta, „W stronę Swanna”:

„Ja doszedłem do wieku, w którym trzeba wybierać; trzeba zdecydować raz na zawsze, kogo się kocha, a kim się gardzi; trzymać się tych, których się kocha, i nie opuszczać ich aż do śmierci, aby odrobić czas stracony z innymi”.

I jest to, jak sądzę, główne przesłanie autorki tej groteskowej, w przekroju, historii, które należy zrozumieć, a opowieść przeżyć. Po prostu. Polecam.


  Małgorzata Mellin  (1.03.2021)
Na początku myślałam, że będzie to kryminał. Okazało się jednak, że to powieść pełna nieszczęśliwej miłości, szukania siebie, zmian.
Za sprawą Ilony kochającej swojego męża, mimo jego licznych zdrad, kapitan Konieczko zostaje wysłany na misję życia. Wyjeżdża do sanatorium z zadaniem śledzenia Romana.
Wszystko byłoby może jasne i proste gdyby nie to, że spotyka tam pewną osobę, która w swoim czasie była zamieszana w prowadzone przez kapitana śledztwo o kryptonimie,, Pociąg". I kiedy z jednej strony chciałoby się do końca wyjaśnić sprawę a z drugiej codziennie należy zdawać Ilonie raporty z poczynań jej bollywodzkiego amanta to sytuacja zaczyna głównego bohatera trochę przerastać...
Jeśli chodzi o moje odczucia to niestety nie do końca odnalazłam się w tej lekturze. Momentami czułam się nią przytłoczona. Bardzo żałuję, że mojego pierwszego spotkania z tą autorką nie mogę opisać krótko WOW...
Sięgnijcie po lekturę bo jestem ciekawa Waszych opinii.

Dodaj własną recenzję
Darmowy transport przy zamówieniu co najmniej 2 książek!
Liczba:  
      Dodaj do koszyka
Zakupy w Zaczytani.pl są bezpieczne.